czwartek, 16 lutego 2012

Koszyczki myśli...

Shanti przeplata się z Mozartem i muzyką medytacyjną. Oto moja stała lista muzyczna na dłużące się godziny pracy. Czas wlecze się niemiłosiernie, życie gna, a ja czuję się jakbym stała w miejscu.

Od czasu, gdy ostatnio objawiłam w tym miejscu siebie, wiele się wyjaśniło i zmieniło.

Po pierwsze - niestety bliźniaków nie będzie. Wizja macierzyństwa przesunęła się znowu. Natura w bolesny sposób dała mi znać co sądzi o moich rozterkach i marzeniach - uświadomiła mi, że nie ukryję się przed nią nawet pod kołdrą mając za towarzystwo temperaturę 38 stopni, obolałe gardło i małe pomieszanie zmysłów spowodowane gorączką. I Cerbera w domu, który warczy na mnie ilekroć wysunę spod pierzyny choćby koniuszek dużego palca u nogi. Szymek zagroził mi cewnikowaniem i stałym nadzorem jeżeli nie będę stosowac się do zaleceń lekarza. Przestraszył mnie, więc się stosowałam. Zapalenie oskrzeli minęło a ja po 1,5 tygodniowej labie (z której niewiele pamiętam, bo większość przespałam) wróciłam do pracy. 
Czy czuję rozczarowanie? Może lekkie. Smutek? Niewielki. Będzie jeszcze czas...

Po drugie - W firmie ogromne zmiany. Wiceprezes został zwolniony z dnia na dzień i tylko zarząd wie czemu. Spekulacji jest równie wiele co plotek. Napięta atmosfera nie pomaga w pracy...

Po trzecie - Szymek zaczął pracę. Czasem serce mi się kroi, gdy widzę zmęczenie odbijające się w jego oczach. Grunt, ze nie traci humoru. Najważniejsze jednak jest to, ze nie tyl;ko zmęczenie odbija się w tych jego ślepiach. Widzę tam też spokój, szacunek, miłość i szczęście. To z kolei jest dla mnie jak bateryjki zapasowe.

Po czwarte - Walentynki nie zawsze są zmorą i dopustem bożym. Tym razem zostałam zaskoczona bardzo mile. Lubię wracać do domu i widzieć salon tonący w blasku świec, a na środku pokoju koc z zastawa piknikową. Lubię nastrojową muzykę w tle. Lubię smak wnogron i ciasta czekoladowego. Lubię leżeć z głową wspartą na kolanach i cichą rozmowę.

A poza tym...

Zaczęłam znów czyścić umysł z natrętnych myśli. Zaprzestałam procederu dawno temu, jak się okazało, ze szkodą dla siebie samej. Zaczęłam znów mieć koszmaty i sypiać do kitu. Porządkując myśli przed zaśnięciem wychodzę na tym o wiele lepiej. Mam tylko nadzieję, że za czas jakiś moja głowa nie będzie przypominała mojej szafy. Poprzewracane koszyczki myśli nie wróżą zbyt dobrze...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz