środa, 17 sierpnia 2011

Grrrrrrrrowl!

Oszaleję.
Jak Bozię kocham, oszaleję!

Nie wiem co mamie odbiło, ale tych kilka tygodni z nią pod jednym dachem doprowadziło mnie do kompletnego rozregulowania psychicznego i absolutnej pustyni emocjonalnej.
Kilka miesięcy ciężkiej pracy poszło w...... (bardzo niecenzuralne słowa, w skrócie mówiąc - daleko sobie poszło!)

Mam dość dojeżdżania do pracy 2 godziny w jedną stronę. Mam dość powrotów niemal nocą. Mam dość zmęczenia i braku życia osobistego. Mam dość dziwnych aluzji i pretensji. Mam dość lawirowania pomiędzy tym co muszę i powinnam a tym czego chcę...
Mam dość!

Calutka wewnętrzna Ja przez ostatnie tygodnie kuliła sie i kurczyła pod naporem wyimaginowanych obaw mojej matki, ustępowała w zaciskającej się pętli pretensji i uwag, lecz teraz, dławiąc się niesprawiedliwością sądów i ciężarem zaściankowych ocen, rwie się na wolność. I krzyczy...
Krzyczy tak straszliwie, że rozsadza mi głowę.
Płacze tak rozpaczliwie, że od tego lamentu pęka mi serce.
Nie mogę wytrzymać...

Szymek mnie wspiera jak może, próbując ignorować zachowanie mojej madre, ale ile tak można pociągnąć?

Podjęłam decyzję i nie zmienię jej za nic.

Czas odnaleźć własne miejsce.
Czas się wyprowadzić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz